Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij
Zapisz się do newslettera
 

Warto było walczyć

Agnieszka Adamek

Karta z pamiętnika
Nr 12

Ostatnia kartka z mojego pamiętnika przeniosła Was do chwili, w której dowiedzieliśmy się, że jestem w ciąży i spodziewamy się naszego długo wyczekanego, ukochanego dziecka. Ciążę, mimo mnóstwa nieprzyjemnych dolegliwości wspominam jako cudowny czas. Minęła mi głównie na oczekiwaniu na kolejne wizyty u ginekologa, doglądaniu budowy i wykańczania naszego domu, kompletowaniu wyprawki i wybieraniu imienia dla Naszej córeczki. Choć cała ciąża przebiegała książkowo, pod koniec 37 tygodnia zrobiło się nerwowo. Niestety trafiłam do szpitala, ponieważ córeczka przestała przybierać na wadze, pogorszyły się przepływy i pojawiło się małowodzie. Po tygodniowej obserwacji zdiagnozowano hipotrofię i zdecydowano o indukcji porodu. Dziś zapraszam Was na wspomnienia z narodzin naszego małego Cudu.

PORÓD / luty 2014

28 stycznia 2014 r., Poznań, Szpital na ul. Polnej.

Z samego rana pełna pozytywnego nastawienia poszłam na badanie ginekologiczne. Mój lekarz wytłumaczył, że pojadę na porodówkę, gdzie przebiją mi pęcherz i dadzą kroplówkę, a reszta powinna rozwinąć się sama. O godz. 9:15 po masażu szyjki macicy pojawiły się pierwsze regularne i odczuwalne skurcze, tak co 15 minut. W między czasie poszłam do położnych przypomnieć, że powinnam przed całą akcją z indukcją porodu dostać ampicylinę na paciorkowca.

Około godz. 13 trafiłam na porodówkę. Krótki wywiad, miła rozmowa z panią położną. Mąż przybył na salę blady jak ściana. Po chwili wchodzi nasz lekarz gotowy do przebijania pęcherza, gdy oczywiście okazało się, że nie dostałam zastrzyku z antybiotykiem. Pierwszy zastrzyk ampicyliny dostałam o godz. 14 i trzeba było czekać do godz. 18, by podać drugą dawkę i podjąć akcję wywoływania. Ależ byliśmy wściekli!

To zdecydowanie były najdłuższe cztery godziny w moim życiu. O godz. 14 podłączono też KTG. Skurcze były regularne, już co 4-5 minut i zaczynały być bolesne. Adrenalina i pozytywne nastawienie powoli odpuściły i pojawił się strach. Straszny strach, dlatego, że dochodziły nas dźwięki rodzących w sąsiednich salach kobiet. Oboje z mężem byliśmy przerażeni tym, co mnie za chwilę czeka. Zapytaliśmy czy mąż może przynieść na te cztery godziny czekania laptopa, bo chcemy obejrzeć jakiś film. Zapewniono nas, że to nasza sala, nasz czas i możemy robić co chcemy. Oglądaliśmy więc „Przyjaciół” aż do 17:30.

Potem się zaczęło. O godz. 18 przebito mi pęcherz i podłączono oksytocynę. Zadziałało momentalnie. Skurcze zaczęły pojawiać się co 2 minuty i trwały ok. 1-1,40 minuty. Starałam się chodzić według rady położnej, ale z kroplówką nie było łatwo, poza tym KTG gubiło tętno Mai i robiło się zamieszanie. Usiadłam więc na specjalnym krześle i tak spędziłam kolejne trzy godziny. Skurcze bolały nie tylko w brzuchu, miałam też bóle krzyżowe. Nie będę kłamać, że nie bolało. Bolało. Ale oprócz bólu, czułam spokój. Zamknęłam oczy, nie odpowiadałam słowami tylko skinieniami głowy. Okazało się, że nie umiem odpowiednio oddychać, by znieść skurcz i dotleniać Maję. Podczas tego etapu porodu byłam bardzo słaba. Nie miałam nawet mocy podnieść powiek ani mówić. Ledwo siedziałam. Zastanawiałam się skąd wezmę siły by później przeć, skoro ból jest tak osłabiający. Dodatkowo Maja zaczęła uciskać jakiś nerw sprawiając, że nie czułam rąk i nóg.

Nie wiem która była godzina, ale w pewnym momencie pojawiły się skurcze parte. I tak jak mnie zapewniano, kobieta po prostu wie i czuje, że to właśnie TO, musi przeć i nie ma na to sposobu. Niestety ja miałam zakaz, bo nie było odpowiedniego rozwarcia, a główka jeszcze nie zeszła do kanału rodnego. To był zdecydowanie najgorszy dla mnie moment porodu. Moment, w którym każda komórka ciała każe ci rodzić, a ty musisz z tym walczyć. To było nienaturalne i bardzo męczące.

O godz. 20:45 miałam już 8 cm rozwarcia. Dopiero wtedy pożegnałam swoje wygodne krzesło i kazano położyć mi się na łóżku porodowym. Około godz. 21 zaczęła się już akcja właściwa, parcia i o godz. 21:20 Maja była już na świecie. Chudziutka, drobniutka, maleńka. Ale ku naszej radości, zdrowa!

Urodziła się tak, jak całą ciążę pozowała na zdjęciach USG: z prawą rączką przy twarzy i pępowiną wokół szyi. Gdy położono mi ją na piersiach rozszlochałam się nie wierząc, że to już, że koniec porodu, że Maja nareszcie jest przy mnie…

Wtedy mój Mąż zapłakany i do głębi wzruszony przeciął pępowinę. I tak oto zostaliśmy rodzicami małego, dwu i pół kilogramowego cudu. Nigdy nie zapomnę tego momentu. Świat przestał istnieć. Były łzy, ja, On i nasza mała córeczka. Cała reszta zniknęła… Liczyła się tylko ta chwila.

MOMENTY / luty 2014

Maja ma już 2 tygodnie. Nie mam zamiaru Wam pisać, że jest sielsko, anielsko, wszystko ogarniam, jestem idealna, niezastąpiona, wyglądam jak mama w reklamie, śpię po osiem godzin na dobę, mam czas pomalować paznokcie i upiec ciasto. Nie jest tak. Mimo ogromnej pomocy męża i wsparcia mojej mamy łatwo nie jest. Na szczęście wiem, że jestem tylko człowiekiem. Też mam prawo czegoś nie umieć, nie wiedzieć, czegoś się bać, o coś martwić. Mam prawo być zmęczona, chora. I bywają takie momenty. Ciężkie momenty.

Ale tak jak mnie zapewniono każdy ten moment, gdy Maja otwiera oczka i patrzy na mnie taka bezbronna, gdy przy karmieniu głaszcze swoją małą rączką moją pierś, gdy uspokaja się jak szepczę jej coś do ucha, gdy przytulam jej małe ciepłe ciałko, gdy wdycham zapach jej cudnej główki, gdy robi te swoje rozbrajające minki, gdy zaciska chudą piąstkę na moim palcu, gdy nieświadomie uśmiecha się przez sen, to jest coś, o co było warto tak długo walczyć. Coś, dla czego warto wylać sto litrów łez lęku i zmęczenia. Coś, na co tyle czekałam. Coś, co jest sensem i cudem samym w sobie. Coś, dla czego warto żyć.


Agnieszka Adamek – przeszczęśliwa mama, autorka bloga www.makeonewish.pl - pamiętnika pomagającego pokonać jej niepłodność. Obecnie w drugiej ciąży. 
Inne kartki z pamiętnika Agnieszki Adamek, znajdziesz tutaj.

  • dr bocian
  • warsztaty
Zapisz się do newslettera
 

Najczęściej czytane:

Raport na temat płodności Polaków przeczytaj >>
9 faktów i mitów na temat ciąży przeczytaj >>
Choroby przy PCOS, które mogą rozwinąć się w przyszłości przeczytaj >>
Dlaczego mężczyźni boją się lekarzy? przeczytaj >>
Polacy pokochali Baby Shower przeczytaj >>

Polecamy:

  • Alginat
  • blog zapytaj
  • blog mow
  • ANDROFERTI
  • Hexanova
  • dla niej
Zobacz podobne artykuły:

Blaski i cienie macierzyństwa

Co się zmienia po urodzeniu dziecka?

czytaj więcej >>

Nie toleruję laktacji

Karmienie piersią. Temat ten wzbudza tyle kontrowersji, tyle emocji, tyle chęci i niechęci...

czytaj więcej >>

Potęga miłości

Nie ma słów, które są w stanie opisać moc miłości jaką się czuje każdą komórką ciała do swojego dziecka.

czytaj więcej >>