Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij
Zapisz się do newslettera
 

Nie toleruję laktacji

Anna Czechowicz-Tatała

24.01.17 r.

Karmienie piersią. Temat ten wzbudza tyle kontrowersji, tyle emocji, tyle niechęci i chęci, że nie wiadomo nawet od czego zacząć. Nie chcę tutaj nikogo do karmienia zrazić, wręcz przeciwnie. Chcę pokazać, że każdy, bez względu na swoje podejście sprzed ciąży powinien spróbować karmić piersią. Uważam jednak, że niekarmienie nie powinno być piętnowane. Dla jednych jest to cudowne doświadczenie, dla innych nie tak bardzo. Nie dowiemy się, jeśli sami nie wypróbujemy tego na własnej skórze.

Dawno, dawno temu, zanim jeszcze zaszłam w ciążę, rozmyślałam sobie jak to będzie mieć dzidziusia. Moje marzenia były piękne: malutkie zawiniątko, czyściutkie i pachnące, śpiące cichutko w objęciach mamusi. Nie muszę chyba pisać jak dalekie rozmyślania te okazały się od rzeczywistości. Jednak nawet wtedy jedna myśl spędzała mi sen z powiek. Karmienie piersią. Ten temat zawsze powodował u mnie ciarki. Moja rodzina jest ogromna i jako jedna z najstarszych wśród kuzynów miałam okazję obserwować ten proces niezliczoną ilość razy. Właściwie nie wydawało mi się to niczym niezwykłym dopóki nie pomyślałam, że sama miałabym karmić.

Kiedy zaszłam w ciążę postanowiłam, że ja chyba jednak nie będę karmić piersią. Bałam się tego straszliwie. Bądźmy szczerzy. Mam czym oddychać i na samą myśl, że mogę mieć jeszcze bardziej czym oddychać robiło mi się słabo. W dodatku na pewno mi obwisną. Tak, właśnie obwisną. No i pozostaje jeszcze kwestia: jak to się robi, czy to boli, skąd będę niby wiedziała ile moje dziecko wypiło, w jaki sposób będę kontrolować karmienie i w ogóle czy będę miała mleko? Wszystkie te pytania (i masa innych) kłębiły się w mojej głowie, a sytuacji wcale nie poprawiało to, że na matki wywierana jest ogromna presja jeśli chodzi o karmienie. I to nie jest tak, że ktoś coś próbuje wytłumaczyć. Od razu najlepiej zmieszać z błotem.

Niepodważalne zalety karmienia piersią

Jakąkolwiek książkę chwyciłam do ręki, czytałam o tym jak wspaniałe jest mleko matki. I wcale temu nie zaprzeczam. Mleko matki z całą pewnością jest najlepszym co może spożywać niemowlę. Zawiera wszystkie potrzebne składniki odżywcze, zastępuje zarówno jedzenie jak i picie (dziecka nawet w upał nie trzeba dopajać wodą, można po prostu częściej podać mu pierś). Podobno jest tak (wyczytałam to w broszurce, którą dostałam w szpitalu), że mleko matki ma zupełnie inny skład kiedy dzidziusiem jest chłopiec, a nie dziewczynka (nie mówiąc już o bliźniakach), że mleko „na lato” różni się od mleka „na zimę”, i że po ustaleniu się laktacji produkujemy go dokładnie tyle, ile potrzeba (ha ha, o tym za chwilę). Niektóre mamy ogromnie cenią sobie te momenty sam na sam z dzieckiem, budując w ten sposób pewien rodzaj przywiązania, osobistej relacji z potomkiem. Oczywiście karmienie piersią jest też po prostu wygodne. Nie trzeba się martwić o jedzenie dla dzidziusia, ponieważ zawsze ma się je pod ręką. Są tacy, którzy uważają to za wolność, brak trosk i zmartwień, chociaż ja patrzyłam na to z nieco innej strony.

Karmienie piersią powoduje również, że po porodzie intensywniej obkurcza się macica i szybciej wracamy do formy. Mówi się, że dziecko wszystko z kobiety „wyciąga” i dzięki temu bez problemu może ona też powrócić do swojej wagi sprzed ciąży (chociaż tutaj sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, bo są rzeczy, o których przed ciążą nikt nam nie wspomina, np. że temu „wyciąganiu” towarzyszy wilczy apetyt, który służy uzupełnianiu wszystkiego, co mogłoby w tym okresie ubyć).

Ciężkie początki

Kiedy już urodziłam i przyniesiono mi na salę poporodową Michałka, pracująca w szpitalu dziewczyna spytała, czy chcę go nakarmić. Natychmiast odpowiedziałam, że nie mam mleka. Ona się uśmiechnęła i wzięła do roboty. Pokazała mi jak przystawić do piersi noworodka i okazało się, że jednak mam mleko. Karmienie było nawet znośne, chociaż go jakoś specjalnie nie pokochałam. Szło nam całkiem nieźle. Mój synek pił jak szalony, a ponieważ pierwszy raz przystawiłam go do piersi w pozycji leżącej, przystawiałam go tak w szpitalu cały czas. Było nawet wygodnie.

Nie wiem jak sprawa wygląda w innych szpitalach, ale w Poznaniu na Polnej po oddziale chodzą tzw. „mamy laktacyjne”, które opowiadają o zaletach karmienia i pomagają przystawiać dziecko do piersi. Przydaje się to szczególnie wtedy, kiedy dziecko ma problem żeby uchwycić brodawkę. Pierwsze próby mogą być niesamowicie frustrujące. Z tymi paniami można porozmawiać o wszystkich trudnościach i obawach, a one rozwieją wszelkie wątpliwości. Naprawdę wielkie brawa dla tego, kto wymyślił ten projekt, bo u świeżo upieczonych mam karmienie wzbudza wiele skrajnych emocji. Kobiety te oczywiście gorąco namawiają do karmienia piersią nawet wtedy, kiedy ktoś zadecydował inaczej. Jednak robią to w sposób delikatny, bardziej uświadamiając niż ganiąc.

W szpitalu zmieniłam więc zdanie na temat karmienia. Stwierdziłam, że skoro przestało być to dla mnie takie przerażające, a mojemu dziecku przynosi ogrom korzyści, to dlaczego nie. Po powrocie do domu regularnie (według rytmu dobowego) przystawiałam dziecko do piersi. Michał przybierał na wadze więc nie musiałam dokarmiać go mieszanką. Kolejne problemy zaczęły się już w pierwszym tygodniu…

Zapalenie piersi

Co za ból! Cycki twarde jak kamienie, czerwone i gorące tak, że aż parzą. Do tego gorączka i okropny ból. Niestety do momentu, w którym nie unormuje się laktacja takie rzeczy mogą się zdarzać. Piersi mogą być obrzmiałe na skutek nawału pokarmu (produkujemy go za dużo), a kiedy dojdzie do tego zatkany kanał mleczny to zapalenie gotowe. Pierwszy objaw jest taki, że „czujemy” swój biust. Nienaturalnie. Czujemy, że coś z nim jest nie tak. Skóra jest napięta i lekko rozgrzana. Może temu towarzyszyć również ból głowy. Absolutnie nie należy tego lekceważyć. Rozwiązania są dwa: częściej przystawiać dziecko do piersi, albo (jeśli posługujemy się jakimś wyznaczonym planem karmienia) częściej odciągać mleko. Można też po karmieniu sprawdzać laktatorem czy piersi są całkowicie opróżnione. Zdarza się też, że nasze dziecko ładnie śpi w nocy, budzi się tylko dwa razy na krótkie papu, albo nawet tylko raz (zalety rytmu dobowego). Wtedy koniecznie w nocy, tuż po takim karmieniu trzeba odciągnąć pokarm. Do śniadania i tak zdążymy przygotować nową porcję, a przynajmniej nie obudzimy się chore. Zapalenie piersi spowodowało u mnie kolejny kryzys. Stwierdziłam, że chyba jednak lepiej by było, gdybym w ogóle nie karmiła. Nie musiałabym się męczyć. Na szczęście (jeśli tego nie zaniedbamy) szybko mija i znów można spokojnie karmić. Albo nie spokojnie jeśli…

Dziecko się wierci

Im Michał był starszy, tym bardziej denerwowało mnie karmienie. Kiedy miał mniej więcej trzy miesiące, zaczął się straszliwie wiercić przy piersi. Rozpraszało go dosłownie wszystko. A ponieważ ważył całkiem sporo, ciężko było mi go utrzymać w jednej pozycji. Czyli kiedy on się nie wiercił, wtedy ja się wierciłam. Chcąc nakarmić dziecko, zawsze musiałam udać się w jakieś spokojne miejsce, gdzie nikt nas nie rozpraszał. Przez to, karmienie rozciągało się na długi czas. Właściwie miałam wrażenie, że mój syn wcale nie pije podczas swoich posiłków, jednak jego galopująca waga wskazywała na to, że jednak otrzymywał wystarczającą ilość jedzenia. W ten właśnie sposób można kontrolować, czy dziecko otrzymuje wystarczającą ilość pożywienia. Noworodki przybierają na wadze bardzo szybko, więc ważąc dziecko nawet co tydzień powinniśmy obserwować przyrost jego masy. Jeśli tyje (minimum 600 g na miesiąc) – wszystko jest w porządku.

(Nie)szczęśliwe zakończenie

Ja postanowiłam karmić moje dziecko przez pół roku. Wiele osób na pewno łapie się teraz za głowę i biegając po mieszkaniu krzyczy: ZA KRÓTKO! W dzisiejszych czasach zalecany okres karmienia piersią to rok. Normy się jednak zmieniają i jeszcze nie tak dawno eksperci mówili o sześciu miesiącach, albo nawet o czterech! Ponieważ dość szybko zaczęło mi się kończyć mleko (to będzie gorzka historia, kiedyś ją napiszę), moje dziecko było już duże i zaczynało jeść normalne jedzenie (w postaci papek) to w wieku sześciu miesięcy zostało przestawione na sztuczny pokarm (który dość szybko odrzucił), a mój naturalny pokarm zniknął.

Żeby nie było niedomówień. Moje dziecko jest zdrowe i szczęśliwe. Niewiele choruje i mam nadzieję, że tak mu zostanie. Je i pije praktycznie wszystko, czyli nie przyzwyczaiło się do słodkiego smaku mieszanki. Ma prawidłową wagę, nie jest ani zbyt lekkie, ani też się nie roztyło. Uwaga. Gdybym mogła cofnąć czas, zrobiłabym tak samo.

Myślę, że karmienie piersią jest najlepszym, co na początku mama może dać dziecku. Z pewnością trzeba chociaż spróbować. Jednak jeśli ma to być źródło ciągłego dyskomfortu, przyczyna złego nastroju i matki i dziecka, to nie ma sensu zmuszanie się do tego przez rok, lub dłużej. Od mieszanki jeszcze nikt nie umarł, a są przecież dzieci, które od początku muszą być karmione, albo dokarmiane w ten sposób. Więzi z dzieckiem nie trzeba budować poprzez karmienie. Napisałabym nawet że dwulatek, który ściąga matce bluzkę w tramwaju domagając się cyca jest trochę zbyt dziwnie przywiązany. Poza tym mama może trzymać swoje dziecko na rękach i tulić je karmiąc butelką. Więc jeśli rzeczywiście nie macie mleka, nie możecie karmić, albo po prostu tego nie lubicie, nie jesteście same. Mnóstwo kobiet czuje się w ten sposób, ale wstydzi się przyznać. Wiemy wszyscy jak zareaguje otoczenie. Karm i koniec. Tylko nie w miejscu publicznym, bo za to też Cię zlinczują.

Anna Czechowicz-Tatała - nieidealna mama swojego synka Michała. Z wykształcenia kognitywistka i protetyk słuchu, hobbystycznie rozkręca bloga askmum.pl

  • dr bocian
  • warsztaty
Zapisz się do newslettera
 

Najczęściej czytane:

Raport na temat płodności Polaków przeczytaj >>
9 faktów i mitów na temat ciąży przeczytaj >>
Choroby przy PCOS, które mogą rozwinąć się w przyszłości przeczytaj >>
Dlaczego mężczyźni boją się lekarzy? przeczytaj >>
Polacy pokochali Baby Shower przeczytaj >>

Polecamy:

  • Alginat
  • blog zapytaj
  • blog mow
  • ANDROFERTI
  • Hexanova
  • dla niej
Zobacz podobne artykuły: