Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij
Zapisz się do newslettera
 

Moc czerwonej nitki

Agnieszka Adamek

Kartka z pamiętnika
nr 5

Choć grudzień jest radosnym czasem oczekiwania, doskonale zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy ten klimat czują. Kilka lat temu nie miałam ochoty na święta i rodzinne spotkania. Niepłodność odebrała mi bożonarodzeniowe szczęście. W zamian dała złudną nadzieję, zazdrość, smutek i strach.

Tonący brzytwy się chwyta / listopad 2012

Dziś napiszę jak prawdziwa hipokrytka. Bo jestem hipokrytką. Od czasu do czasu piję pewne zioła, bo ktoś mi powiedział, że „oczyszczą” mój organizm, jeśli ktoś mi złorzeczył. W średniowieczu za taki pomysł pewnie spłonęłabym na stosie. Ale co mi tam. To roślina, jak mięta czy rumianek więc nie zaszkodzi. Od około pół roku noszę też na ręce czerwoną bransoletkę. Zwykły sznureczek, ale czerwony. I choć sama śmiałam się z osób, które wiążą w wózku dziecka, medalik z Matką Boską na czerwonej wstążce, to teraz już rozumiem. Wiem, że czasem chwytamy się rzeczy, w które sami nawet nie do końca wierzymy. Dlaczego? Bo jeśli nie zaszkodzą to może pomogą? Bo tonący brzytwy się chwyta.

Były już modlitwy. I te zwykłe, najprostsze. I gorące jak żar. Był różaniec. Była litania do Świętego Dominika. Może źle się modlę? Może za słabo? A może zbyt egoistycznie? Nie wiem. Ale są dni, że nie mam najmniejszej ochoty już o nic prosić, i mam dość. Próbowałam i pewnie wciąż będę próbować. Wiem, że wiele z Was też się za nas modli. I bardzo Wam za to dziękuję. Bo gdy ja czasami wątpię, to może ktoś z Was wciąż jeszcze wierzy?

48 godzinny żart / listopad 2012

Kilka dni temu ja i inni pracownicy przedszkola mieliśmy robione ogólne badanie krwi zlecone przez pracodawcę. Byłam w 22 dniu cyklu: 8 dni po inseminacji i ok tydzień przed terminem okresu. Postanowiłam za jednym kłuciem zrobić sobie beta hcg czyli próbę ciążową. W tym laboratorium pozytywny wynik testu jest gdy poziom badanego hormonu wynosi ponad 2 ml. Od wielu miesięcy zawsze niezmiennie taki wynik słyszałam. Teraz było inaczej. Usłyszałam: wynik pozytywny, ponad 7 ml! Łzy pociekły mi po policzkach, ręce się trzęsły. Nie mogłam w to uwierzyć. Zapytałam czy to na pewno oznacza, że jestem w ciąży. Usłyszałam: „Teoretycznie tak.” Zapytałam co to znaczy teoretycznie? Pani wytłumaczyła, że wynik wg ich skali jest powyżej 2, więc oznacza ciążę, ale ewentualnie bardzo wczesną i oni takich wyników raczej nie widują. Zawsze testy są wyraźnie z wynikiem negatywnym poniżej 2, lub pozytywne i są to od razu liczby dwucyfrowe a nawet trzycyfrowe.

Wytłumaczyłam więc, że jestem jeszcze tydzień przed terminem miesiączki i zaledwie 8 dni od potencjalnego zapłodnienia, więc to może jednak być bardzo wczesna ciąża. Pani mi pogratulowała i kazała powtórzyć test po 2 dniach bo hormon beta hcg w prawidłowo przebiegającej ciąży powinien wzrastać, ok 60% na dobę.

Nie wiedziałam, że można się czuć tak wspaniale lekko, dobrze, po prostu szczęśliwie. Mąż jakby coś przeczuwał, ucieszył się, ale był zachowawczy w okazywaniu szalonego entuzjazmu. Ja natomiast od razu zaczęłam marzyć o tym, jak powiemy o ciąży rodzinie, o tym jak piękne będą te święta, o tym jak niesamowicie jest myśleć, że jest się świadkiem cudu.

Jednak radość nie trwała długo, bo szybko pojawił się strach i wyparcie. To pewnie głupia pomyłka, problemy hormonalne lub skutki uboczne leków. Nie wierzyłam, że stało się to, na co 2 lata czekaliśmy. Te 2 dni i noce były okropnie długie. Nie mogłam znaleźć sobie miejsca i na niczym się skupić. Godziny czekania na wynik były najgorsze w moim życiu. Gdy zadzwoniłam, usłyszałam jedno zdanie: „To jednak nie ciąża, hormon nie wzrasta, wynik 2 ml.” Poczułam jakby ktoś podciął mi nogi i wyrwał serce. Co za okrutny żart. Jak mogłam pozwolić sobie przez 48 godzin myśleć, że będę mamą? Nigdy nie czułam się tak.. Nie znam słów by opisać jak się czuję.

Życie z niepłodnością / grudzień 2012

Myślę, że nie jestem osobą zawistną. Przynajmniej nie byłam. Zawsze umiałam docenić i cieszyć się z tego co mam. I nawet gdy czasem przemknęło mi przez myśl, „co by było gdyby było lepiej?” zaraz pojawia się inna myśl – „zawsze mogło być gorzej”.

Od kiedy staramy się o dziecko, nigdy nie reagowałam źle na wiadomość, że ktoś z mojego otoczenia jest w ciąży. Naprawdę tej zawiści nie czułam. Szczerze się z tego cieszyłam i nawet jeśli pojawiała się zazdrość, to ta naturalna, ciepła i serdeczna. Gratulowałam koleżankom i cieszyłam się, że nie muszą przechodzić przez to co ja. Wspierałam je w okresie ciąży jak mogłam, i wciąż ze szczerą potrzebą, sympatią i miłością roztkliwiam się nad ich ślicznymi pociechami. Ale teraz się coś zmieniło. Niepłodność mnie zmieniła. Widok kobiety w ciąży zaczyna sprawiać mi ból. I tak, przyznaję, czuję zazdrość, (może nie jakąś podłą zawiść) ale uczucie głębokiej niesprawiedliwości.

Tu kobieta w ciąży, tam kobieta w ciąży. W serialu, w sklepie, w pracy. Wszędzie! Zawsze je widziałam, ale nigdy nie towarzyszyły mi przy tym takie emocje. Szalę goryczy przelała wiadomość o ciąży w rodzinie królewskiej. Wszędzie o tym mówią! W Internecie, w radiu, w TV. Kate jest w ciąży! Jaka będzie płeć dziecka? A imię? A jak maleństwo będzie wyglądać? Ojej, księżna trafiła do szpitala bo ma poranne mdłości! To ja zaczynam mieć mdłości i mam tego wszystkiego dość. Brzydko mówiąc rzygam tą ich królewską cudowną nowiną. I wcale nie chodzi o to, że im źle życzę. Nikomu nigdy źle nie życzę. Tylko jakoś mi ostatnio nie leży temat szczęśliwych par spodziewających się dziecka.

Dlaczego? Sama nie wiem. Może dlatego, że dostałam okres i już wiem na 100%, że znów nam się nie udało i czeka nas 3 próba IUI. A może dlatego, że idą święta, na które pierwszy raz w życiu nie czekam? Najchętniej uciekłabym gdzieś daleko od tej rodzinnej atmosfery, domu pełnego ludzi, śpiewania kolęd i dzielenia się opłatkiem z bliskimi. Uciekłabym od ich materialnych prezentów, które cieszą przez pierwszą chwilę. Od wypowiedzianych życzeń, które się nie spełniają i przemilczanych słów, które więzną w gardle. Uciekłabym od spojrzeń litości i od ukradkiem wycieranych łez współczucia.


Agnieszka Adamek – przeszczęśliwa mama, autorka bloga www.makeonewish.pl - pamiętnika pomagającego pokonać jej niepłodność. Obecnie w drugiej ciąży. Inne kartki z pamiętnika Agnieszki Adamek, znajdziesz tutaj.

  • dr bocian
  • warsztaty
Zapisz się do newslettera
 

Najczęściej czytane:

Raport na temat płodności Polaków przeczytaj >>
9 faktów i mitów na temat ciąży przeczytaj >>
Choroby przy PCOS, które mogą rozwinąć się w przyszłości przeczytaj >>
Dlaczego mężczyźni boją się lekarzy? przeczytaj >>
Polacy pokochali Baby Shower przeczytaj >>

Polecamy:

  • Alginat
  • blog zapytaj
  • blog mow
  • ANDROFERTI
  • Hexanova
  • dla niej
Zobacz podobne artykuły:

Blaski i cienie macierzyństwa

Co się zmienia po urodzeniu dziecka?

czytaj więcej >>

Nie toleruję laktacji

Karmienie piersią. Temat ten wzbudza tyle kontrowersji, tyle emocji, tyle chęci i niechęci...

czytaj więcej >>

Potęga miłości

Nie ma słów, które są w stanie opisać moc miłości jaką się czuje każdą komórką ciała do swojego dziecka.

czytaj więcej >>