Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij
Zapisz się do newslettera
 

Stał się cud

Agnieszka Adamek

Karta z pamiętnika
Nr 11

Po kilku miesiącach przerwy dziś znów przewracam wirtualne kartki mojego pamiętnika i zabieram Was w podróż w czasie. Tak jak zapowiedziałam w ostatnim artykule maj 2013 okazał się naszym szczęśliwym miesiącem. Po prawie 3 latach starań, leczenia i walki, pokonaliśmy niepłodność i na początku czerwca 2013 r. zobaczyliśmy na teście upragnione i wyczekane dwie kreski. Cudowne wspomnienia.

 

HISTORIA NASZEGO CUDU / czerwiec 2013

Gdy przez ostatnie lata starań wyobrażałam sobie chwile gdy dowiaduję się, że jestem w ciąży,  przekazuję tą wiadomość mężowi, a potem gdy razem mówimy rodzinie i bliskim, w mych marzeniach te momenty były idealne jak na filmach! Wszystko zaplanowane, oficjalnie i osobiście ogłoszone, hucznie świętowane i uwiecznione. Jednak rzeczywistość weryfikuje te plany i marzenia pisząc własny scenariusz. Wcale nie gorszy, po prostu inny…

Na początku czerwca spóźniał mi się okres. Nie znosiłam tego. Dlatego bardziej z potrzeby ulgi by już mieć kolejną porażkę za sobą, niż z nadziei, że się udało - nic nie mówiąc mężowi, rano przed pracą pojechałam z przyjaciółką na test ciążowy z krwi. Wynik miał być o godzinie 17.

W ten dzień mąż miał imieniny, więc po pracy spieszyłam się do domu bo spodziewaliśmy się gości. Gdy wybiła godzina 17 wyszłam z domu zadzwonić do laboratorium. Usłyszałam: Wynik pozytywny, gratuluję! Wiedziałam, że tym razem nie ma mowy o pomyłce i wpływie leków na poziom hcg, bo to był naturalny cykl, niewspomagany lekami. Wchodząc do domu, chciałam poczekać z przekazaniem wiadomości mężowi aż wyjdą goście, ale nie wytrzymałam. Gdy spojrzałam mu w oczy, rozszlochałam się z radości. Przytuliłam się do niego i nie mogłam uspokoić. Powtarzałam tylko: udało się kochanie, udało się nam… Gdy zszokowanym sytuacją dziadkom i cioci wyksztusiłam przez łzy, że właśnie się dowiedzieliśmy, że jestem w ciąży, płakaliśmy już wszyscy.

Reszcie bliskich osób mieliśmy powiedzieć dopiero po wizycie u lekarza. Jednak późnym wieczorem, przyszli moi rodzice z życzeniami do męża. A ja nie umiałam ukryć radości i im też powiedzieliśmy. Dawno nie widziałam tylu płaczących mężczyzn jednego dnia. Najpierw mój mąż i dziadzia, potem tata.

Tamtej nocy nie spaliśmy wcale. Ja momentalnie kładąc się w łóżku zaczęłam się martwić. Czy to na pewno nie pomyłka, albo jakiś sen? Czy kolejne badanie krwi potwierdzi prawidłowo rozwijającą się ciążę, czy wszystko będzie dobrze, czy dziecko będzie zdrowe, czy je donoszę, czy sobie poradzimy. Bardzo nie chciałam o tym wszystkim myśleć, ale to naprawdę samo wtłoczyło mi się do głowy mimowolnie. Czysta radość wymieszała się z obawami i strachem o przyszłość.

Jednak świadomość, że zostaniemy rodzicami, że noszę w sobie cząstkę mnie i najdroższego mi człowieka, że będziemy mięć owoc naszej miłości, tak upragnione i wyczekane dziecko, sprawia, że pomimo wielu spraw, o które się martwię, wiem że pokonaliśmy największą w życiu przeszkodę, daliśmy radę przetrwać tą próbę razem i teraz czeka nas najlepsza nagroda.

Nasz mały, wielki, naturalny, majowy CUD. Nasz skarb. Nasze maleństwo, nasz Bąbelek, którego już kocham ponad własne życie. Jeśli więc nie wiecie kim od 03.06 są najszczęśliwsze osoby pod słońcem, to jesteśmy nimi JA i mój mąż.

 

JAKIM CUDEM? / czerwiec 2013

Cały czas zastanawiam się, jakim cudem nam się udało. Ciągle myślę czy to nie znów jakaś fatalna pomyłka i zaraz się okażę, że wcale nie jestem w ciąży. Czasami boję się, że to wszystko mi się śni i za chwilę się obudzę ze znanym już sobie uczuciem pustki i rozczarowania.

Udało nam się zajść w tą ciążę naturalnie. Bez żadnych inseminacji czy leków. Ten majowy cykl miał być przecież spisany na straty. Lekarz nie widział w maju na usg świeżych pęcherzyków, tylko starą zapadniętą torbiel i odpuściliśmy IUI. Nie brałam też zastrzyku na pękniecie pęcherzyka. Poza tym na budowie i w ogrodzie sporo się w maju napracowałam i dźwigałam. A mimo to, Bąbel jest!! I cały czas przypominają mi o tym bolące piersi.

Może po prostu tak miało być? Może Bąbel czekał by zrobić tatusiowi imieninowy prezent? A może nasz Bąbel to szczwany lis i chciał się urodzić już w nowym domu? A może sam Bóg spoglądał mi przez ramię i widział, że jestem już na skraju wytrzymałości, pisząc wpis o tym, że chyba tracę swoją wiarę?

Nie wiem co się zadziało, co się stało, że akurat tym razem nam się udało, ale jestem przeszczęśliwa z tego powodu! I choć nieustająco się martwię czy wszystko z ciążą będzie dalej dobrze, to gdy zasypiamy wieczorem i mąż mówi dobranoc kochanie i dobranoc Bąbelku to czuję, że życie jest naprawdę piękne!

 


Agnieszka Adamek – przeszczęśliwa mama, autorka bloga www.makeonewish.pl - pamiętnika pomagającego pokonać jej niepłodność. Obecnie w drugiej ciąży. 
Inne kartki z pamiętnika Agnieszki Adamek, znajdziesz tutaj.

  • dr bocian
  • warsztaty
Zapisz się do newslettera
 

Najczęściej czytane:

Raport na temat płodności Polaków przeczytaj >>
9 faktów i mitów na temat ciąży przeczytaj >>
Choroby przy PCOS, które mogą rozwinąć się w przyszłości przeczytaj >>
Dlaczego mężczyźni boją się lekarzy? przeczytaj >>
Polacy pokochali Baby Shower przeczytaj >>

Polecamy:

  • Alginat
  • blog zapytaj
  • blog mow
  • ANDROFERTI
  • Hexanova
  • dla niej
Zobacz podobne artykuły:

Rola psychologa w leczeniu niepłodności

Jeśli sądzicie, że w obliczu problemów z płodnością pozostajecie sami, to na szczęście jesteście w błędzie.

czytaj więcej >>

Zrosty przyczyną niepłodności

Jesteś po cesarskim cięciu, miałaś usuwany wyrostek robaczkowy lub mięśniaki macicy i nie możesz zajść w ciążę, sprawdź co może być przyczyną?

czytaj więcej >>

7 specjalistów na niepłodność

W leczeniu niepłodności ważne jest kompleksowe podejście. Jacy specjaliści mogą pomóc w walce z niepłodnością i w jaki sposób?

czytaj więcej >>